Wygodna moda

Żyjemy w czasach kiedy to ludzie ubierają się bardzo różnie. Każdy na swój sposób nosi ten sam ciuch. Bluza dresowa może być zakładana do sukienki, a dresy, spodnie, do szpilek. Czy świat oszalał? Czy po prostu staliśmy się bardziej kreatywni i pozwalamy sobie na więcej?

Ja dziś trochę o modzie. Modzie wygodnej. Co mam na myśli tak pisząc? Dla mnie wygoda to synonim tkaniny dresowej. Jestem fanką dresów od lat. A jak nastała moda, że wyjście z domu w dresie już nie jest "siarą" to wręcz tego nadużywam. Bardzo cenię sobie możliwość ubierania właśnie w tym stylu. Chodzenia w rzeczach, w których czuje się dobrze i swobodnie. Gdy zatrudniano mnie w mojej aktualnej pracy, jednym z pierwszych pytań jakie zadałam było to o dress code. Czy mogę przyjść do pracy w adidasach, trampkach, dresie? Może i mogła bym się dostosować, oczywiście, ale na pewno chodzenie na obcasach do pracy sprawiło by, że rozważyła bym czy na pewno tego szukałam. Szpilek (butów na obcasie) w domu mam dwie pary. Jak nowe. Noszone od święta, dosłownie. Tak jak moje sukienki. 

Jak już wspomniałam, wygoda ponad wszystko. Zwłaszcza w takich warunkach w jakich aktualnie "pracuje". Macierzyństwo jest wymagające pod względem kondycji fizycznej. Dużo skłonów, przysiadów, biegania, skakania, spacerów. To wymaga swobody ruchów. Spacery robię codziennie po 5-6 km. Nie wyobrażam sobie do tego innych butów niż choćby adidasy. Lubię też emu i wiem, że nie wyglądają może jakoś zjawiskowo, nie są sexy i tak dalej, za to na takie spacery są ekstra. Wygodne i ciepłe.

W chłodniejsze dni wrzucam na siebie ciepły sweter, parkę, komin i czapę. Nie potrafię sobie teraz wyobrazić i przypomnieć jak ja mogłam kiedyś nosić krótkie kurtki i adidasy gdy było zimno. Na samą myśl mam dreszcze. Dziś jak kurtka, to za pupę. Jak szal - to grubaśny, czapa - obowiązkowo. 

Żeby nie było, że jestem królową dzianiny, dresy zamiennie noszę z jeansami. Kiedyś dzwony, potem rurki a teraz swobodny luźny krój zwany przez znawców i specjalistów boyfriend lub moms fit. Już nie biegam po sklepach za bluzkami i koszulkami z printami na czasie. Mam białe koszulki i czarne. To jest ponadczasowe.

Kiedyś kiedyś, to chyba było za czasów ciąży z Hanią, czytałam na temat capsule worderobe. Wydawało mi się to wręcz niemożliwe do odtworzenia. Stwierdziłam jednak, że warto spróbować. Na początek pochowałam to co noszę rzadko albo wcale. I wiecie co? Zostało właśnie tylko to co opisałam powyżej. Po dwóch sezonach kiedy do rzeczy z worków nie wróciłam, po prostu je oddałam. Teraz mam ubrania które lubię, w których się czuje dobrze i przede wszystkim które noszę, a nie które tylko wiszą.

Nawiązując do tematu, chce przedstawić wam kilka zestawień ubrań które sama noszę albo chętnie bym nosiła. Są to ciuszki o luźnym kroju, z przyjemnych tkanin. Jeżeli lubicie swobodę to może akurat wpadnie wam coś w oko.














You Might Also Like

0 komentarze

Obsługiwane przez usługę Blogger.