trauma z dzieciństwa


rany, jak ja nie lubiłam jeździć na działkę!

nie wiem jak u was, ale u nas było tak
że mieszkaliśmy w bloku
to był na "tamte" czasy super ekstra wypas
podwórko, mnóstwo znajomych ze szkoły, osiedla
gry w piłkę, podchody, siatkówkę
kapsle, baba jaga patrzy, klasy, gumę
rany nawet nie jestem w stanie wszystkiego wymienić
tyle tego było!

no a że mieszkaliśmy w bloku
mieliśmy kawałek działki za miastem
takiej działki na ogródkach działkowych
te akurat należały do Stoczni w Gdańsku
jak się zapewne domyślacie, 
wszystkie oblegane przez rodziny stoczniowców
więc też znajomych taty z pracy
no i tak było że....
nastawał weekend
a my co? na działkę!!!
ile było krzyków i wrzasków
pretensji i kłótni
że dlaczego my mamy też jechać
(my, znaczy ja i mój brat, towarzysz niedoli!)
tu takie zabawy osiedlowe a my mamy siedzieć na działce
zbierać agrest i porzeczki
pielić i sadzić!
kiedy tu tak fajnie, z kolegami, koleżankami
ehh...
a że młodzi byliśmy..za młodzi żeby zostać sami
z fochem jak stąd do Honolulu jechaliśmy..
za kare...

no a na działce jak to na działce
roboty po łokcie
a to pielenie
a to sadzenie
a to zbieranie
a to grabienie
zawsze, ale to zawsze roboty było dużo

no i ta trauma z tą działka...rany!
trwała i trwała dopóki nie poszłam do liceum
rodzice działkę w końcu sprzedali
bo nasze fochy już ich przerastały
nie było komu jeździć i robić
no i o....problem zniknął
no własnie......właśnie nie
wtedy to dopiero był problem
bo wtedy to już wyglądało to inaczej!
już jak byłam w liceum szybko żałowałam że działki nie ma
by sobie człowiek pojechał "za miasto"
ze znajomymi
na grilla
a tu nie ma!

i tak to jest że z wiekiem nam się priorytety zmieniają
to co wydawało się być strasznie za kare
nagle byłoby niemałą przyjemnością

a co ma do tego mój taras?
a to ma, że mimo tego że tak bardzo nie chciałam
nienawidziłam tego pielenia, zbierania, podlewania
to teraz mam swój mały ogród na tarasie
i jakoś tak mi idzie ta robota
i rośnie, i kwitnie
i nie usycha
tylko cieszy oko
chcąc nie chcąc zaszczepiło się we mnie
"działkowanie"
i co gorsza, bardzo to lubię!
lubię podlewanie, sadzenie, pielenie...
przypadek???
nie sądzę! :))








macie jakieś swoje tarumy z dzieciństwa,
które teraz przerodziły się w pozytywy?

pozdrawiam gorąco!

Ania

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Fajna historia, u mnie mniej kolorowo, ale miałam tak ze sprzątaniem. Dzisiaj lubię sprzątać, odprężam się wtedy. Miłego dnia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A u mnie to było tak, że najlepsze wspomnienia z dzieciństwa to właśnie z działki mam takiej nad jeziorem:)) Tam to dopiero dzieciarni było i ogniska do później nocy paliliśmy i pod namiotem nieraz spaliśmy, no bosko było. Ale niestety tej działki już też nie mamy i baaardzo tego żałuję:/ Pozdrawiam ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jako mała dziewczynka też nie chciałam jeździć na działkę, a teraz mogłabym tam zamieszkać na stałe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja pamiętam czasy kiedy z siostrami musiałyśmy obierać porzeczki, agrest, gruszki, czereśnie, wiśnie, śliwki, jabłka, orzechy... Rany, tyle tego było! Ale porzeczka była najgorsza. To nie był krzak, to było wręcz drzewo porzeczkowe. Do dziś nie lubię tych owoców ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.